Europa zamienia się w piekarnik. Jeśli obecne tendencje się utrzymają, to lato może być najgorętsze i najbardziej suche w historii. Ciepło nie jest już tylko lekkim uczuciem – czujesz je na sobie. Ale sednem problemu nie jest tylko niewygodne lato. To kwestia szybkości zmian.
Tempo zmian klimatycznych w porównaniu z zapisem geologicznym
Przydatne są modele komputerowe. Pokazują, dokąd może zmierzać świat. Ale to tylko część obrazu. Aby naprawdę zrozumieć skalę zagrożenia, trzeba spojrzeć w przeszłość. Nie kilkadziesiąt lat temu, ale miliony lat.
Dane geologiczne — skały osadowe, skały, starożytne lodowce, skamieniałości — dostarczają jasnych powiązań przyczynowo-skutkowych, eliminując domysły. Pokazują, jak klimat zmieniał się wcześniej i co działo się po tych przemianach. Porównanie globalnego ocieplenia spowodowanego działalnością człowieka z okresami szybkiego ocieplenia w przeszłości ujawnia trudną prawdę: nie tylko wielkość ocieplenia ma znaczenie. W swojej historii trwającej 4,6 miliarda lat Ziemia była gorętsza.
Problemem jest tempo zmian.
Oprócz bezpośrednich skutków uderzenia asteroidy, które 66 milionów lat temu zabiło dinozaury, poziom dwutlenku węgla nigdy nie wzrósł tak szybko. W ciągu zaledwie kilku stuleci stężenie CO₂ w atmosferze zwiększyło się szybciej niż jakiekolwiek zdarzenie naturalne w znanej historii geologicznej.
A co ze wzrostem temperatur? To coś niespotykanego.
Obecne ocieplenie postępuje 10 razy szybciej niż podczas paleoceńsko-eoceńskiego maksimum termicznego, okresu ekstremalnego klimatu „szklarniowego” 56 milionów lat temu. Jest co najmniej 20 razy szybsze niż ocieplenie obserwowane pod koniec ostatniej epoki lodowcowej.
Który starożytny okres klimatyczny będzie naszą przyszłością?
Badanie przeszłości pomaga przewidzieć wydarzenia w ciągu najbliższych kilku stuleci. W ciągu ostatnich 50 milionów lat cała planeta ochładzała się. Szybko wycofujemy ten proces. Można powiedzieć, że następuje swego rodzaju „powrót do warunków prehistorycznych”.
Wasze wnuki nie doświadczą klimatu znanego ludzkiej cywilizacji od tysięcy lat. Odziedziczą nową normalność. A który dokładnie zależy od nas.
Scenariusz 1: Późny pliocen
Jeśli emisja gazów cieplarnianych osiągnie szczyt do roku 2040, a następnie zacznie gwałtownie spadać, nasza planeta może stać się podobna do Ziemi sprzed 3 milionów lat. Epoka późnego pliocenu.
Poziom CO₂ był wówczas niższy niż obecnie (330–400 ppm). Jednak temperatury nadal były o 2,5–4°C wyższe od średniej przedindustrialnej. Poziom morza był o 15–25 metrów wyższy niż obecny. Podobne warunki mogą zacząć pojawiać się we wnętrzu kontynentu już w latach trzydziestych XXI wieku.
Scenariusz 2: Miocen
Jeśli nie uda nam się wystarczająco szybko ograniczyć emisji lub jeśli naturalne sprzężenie zwrotne klimatu uderzy mocniej, niż oczekiwano, ryzykujemy cofnięciem się czasu do miocenu, 15–17 milionów lat temu.
Poziom CO₂ był umiarkowany (400–600 ppm). Ale temperatury? Wysoko w powietrzu. 6–8°C powyżej poziomu z XIX wieku. Poziom morza podniósł się o około 50 metrów. Tak gwałtowny skok temperatur sugeruje obecność innych czynników grzewczych, które nie są do końca poznane.
„Decyzja o tym, jak daleko w czasie cofniemy się w skali klimatycznej, nadal zależy od nas”.
Scenariusz 3: Okres „szklarni” wczesnoeoceńskiego
Dane satelitarne pokazują rosnącą nierównowagę energetyczną. Tempo ocieplenia przyspiesza. Otwiera to drogę do najgorszego scenariusza: cofnięcia się do 50 milionów lat. We wczesnym eocenie.
Przesuwające się ciepło. Większa część planety stanie się niezdatna do zamieszkania przez człowieka. To będzie największy sprawdzian zdolności naszego gatunku do przetrwania.
Jak gorąco będzie?
Nie ma idealnej odpowiedzi. Jest tylko trajektoria.
Perski matematyk Omar Chajjam prawie tysiąc lat temu zwrócił się do przeszłości, aby zrozumieć teraźniejszość: „Kiedy chcę zrozumieć, co dzieje się dzisiaj… patrzę wstecz”.
Miał rację. Ignorujemy znaki ostrzegawcze wbudowane w skałę i lód. Tempo naszego obecnego ocieplenia jest wartością odstającą. Jest to sprzeczne ze stopniowymi zmianami głębokiej przeszłości.
Żyjemy w epoce szybkich transformacji. Dowody są na powierzchni. Wybór teoretycznie należy do nas.
Bill McGuire, emerytowany profesor University College London, w swoim najnowszym artykule argumentuje to samo. Przyszłość nie jest z góry ustalona. To wyścig z czasem, w którym sami ustalamy tempo.















