Czerwona skórka.
To wszystko, co pozostaje po znieczuleniu.
Nie butelka, nie butelka. Tylko maleńkie czerwonawe płatki suszone na metalowych nożyczkach i pęsetach z epoki Ming. Naukowcy znaleźli te instrumenty w hrabstwie Jiangyin (Chiny). Należały do Hya Quana, chirurga żyjącego na przełomie XIV i XV wieku. Grobowiec otwarto w 1974 roku, ale narzędzia leżały tam, powoli rdzewiejąc, aż do czasu, gdy nowoczesna technologia umożliwiła zajrzenie do środka.
Pięćdziesiąt lat temu nikt nie widział tego śladu.
Teraz możemy.
Korzystając z mikroskopii ze stymulowanym rozpraszaniem Ramana (SRS) – technologii laserowej odczytującej sygnatury chemiczne bez uszkadzania artefaktów – naukowcy zidentyfikowali substancję. To jest akonityna. Bardzo silna toksyna pochodząca z Aconitum carmichaeli, czyli cykuty chińskiej.
Czekaj.
Cykuta jest trująca.
Na czym zatem polega tu przełom dla medycyny?
Obecność tej trucizny na narzędziach chirurgicznych wskazuje, że Hia Quan nie tylko przeciął pacjentów krzyczących z bólu. Najpierw ich znieczulił. Jest to najwcześniejszy bezpośredni dowód chemiczny na stosowanie znieczulenia chirurgicznego. Przed tym odkryciem teksty twierdziły, że starożytni lekarze rozumieli farmakologię, ale było niewiele dowodów fizycznych. Starożytne zioła gniją i nie pozostawiają takich śladów na stali.
Naukowcy musieli wykazać się kreatywnością.
Muzeum Jiangyin nie zezwoliło na usuwanie artefaktów ze swoich sal. Przynieśli więc przenośny analizator bezpośrednio do instrumentów. Skupili się na szczelinach, szczególnie na klamkach, gdzie kryje się brud. Chroniony przed czystką przez sześć stuleci. Znaleźli tam trzy cząsteczki: jedną na pęsecie i dwie na nożyczkach.
Wszystkie trzy zbiegały się w składzie z akonityną.
„Po raz pierwszy w historii ludzkości odkryto bezpośredni dowód chemiczny… na to, że nasi przodkowie już wiedzieli, jak… bezpiecznie ulżyć cierpieniom pacjentów…” – Congcan Zhao
Jak udało im się uniknąć śmiertelnych zatruć podczas znieczulania pacjentów?
Teksty z tamtych czasów opisują prymitywne metody przygotowania. Prawdopodobnie używali moczu małych chłopców. Zioło gotowano w occie lub moczono w mieszance czarnej soi. Te kroki zniszczyły najniebezpieczniejsze składniki trucizny. Powstały proszek następnie wcierano w skórę. To było znieczulenie miejscowe.
Czy to nie brzmi niebezpiecznie?
Tak, to ryzykowne.
Ale pokazuje precyzję. Nie znajdziesz tych instrumentów z określonymi sygnaturami chemicznymi, chyba że chirurg miał plan. Zrównoważyli siłę leku z jego śmiertelnością. Kontrolowali dawkowanie. Pozostałości substancji mówią nam, że Hya Quan dokładnie wiedział, co robi.
To nie było ślepe szukanie w ciemności. To zostało obliczone.
Z tekstów wynika, że stosowali te metody. Lasery potwierdzają, że faktycznie z nich korzystali. Te dwa źródła zbiegają się w czerwonym pyle na żelaznym ostrzu. Sugeruje to, że chirurdzy z regionu Ming posiadali wyrafinowaną wiedzę na temat środków znieczulających miejscowo na długo przed wynalezieniem eteru w epoce nowożytnej.
Zwykle zakładamy, że przeszłość była pełna przemocy, ponieważ była pozbawiona lekarstwa.
Ale Hua Quan miał wybór. Po prostu trzymał „dowód pokwitowania” na swoich instrumentach.















