Jerry Seinfeld milczał. Przez prawie dekadę po zakończeniu swojego serialu komediowego komik trzymał się z daleka od hollywoodzkich fleszy. Brał udział w talk show i wykonywał stand-upy. Ale przede wszystkim trzymał się na uboczu.
Potem przyszedł rok 2007.
2 listopada tego roku ukazał się film animowany „Kreskówka o pszczołach” (Film o pszczołach ). To było coś innego. Był to pierwszy pełnometrażowy film animowany Seinfelda. Za pomocą animacji komputerowej ożywił swój specyficzny, ekscentryczny humor. Film nie był jedynie projektem pobocznym. To był czteroletni wysiłek miłości.
Wynik? Film, w którym Seinfeld połączył trzy role. Napisał scenariusz. Był producentem. Wyraził główną rolę.
Ale nie zrobił tego sam. Nad procesem animacji czuwali reżyserzy Simon J. Smith i Steve Hickner. Ogromny, gwiazdorski zespół głosowy nadał charakter głosom swoich bohaterów. Renee Zellweger grała kwiaciarnię. Matthew Broderick był jego najlepszym przyjacielem. Chris Rock pojawił się jako komar. John Goodman zagrał zadowolonego z siebie prawnika. Śpiewane przez Stinga. Pojawiła się Oprah. Ray Liotta też tam był.
Setki artystów i animatorów zamieniło te pomysły w piksele.
Historia pochodzenia: telefon do DreamWorks
Wszystko zaczęło się od popularnego zwrotu przy kolacji.
Seinfell zjadł kolację ze Stevenem Spielbergiem. Pomysł pojawił się znikąd.
„Czy nie byłoby zabawnie, gdyby nakręcili film o pszczołach i nazwali go „Kreskówka o pszczołach”?” – zapytał Seinfell.
Spielbergowi się to podobało. On nie tylko skinął głową. Wyjął telefon. Natychmiast zadzwonił do Jeffreya Katzenberga z DreamWorks.
Umowa została zawarta.
Ale był problem.
Seinfell miał imię. Ale nie miał filmu.
„Istniało wiele wersji” – powiedział później Seinfell. „Prawdopodobnie dwa i pół roku różnych pomysłów i historii, zanim znaleźliśmy taki, który naszym zdaniem zadziała”.
Przeszedł wiele iteracji. Ostateczny scenariusz był dwudziestym drugim z rzędu (wersja nr 212).
Fabuła rozstrzygnęła się na Barrym B. Bensonie. Był pszczółką o niezależnym umyśle. Opuścił ul. Spotkał kwiaciarnię. Odkrył, że ludzie kradną miód. Jego odpowiedzią nie było rojenie się. Jego reakcją było złożenie pozwu.
Zgłosił swoją sprawę do sądu. Spotkał się z prawnikiem Leightonem T. Montgomerym.
Casting i aktorstwo głosowe
Wybór aktorów był osobisty.
Seinfell zadzwonił do swoich przyjaciół.
Chris Rock stał się komarem, którego Barry spotyka na przedniej szybie.
Matthew Broderick podkłada głos Adamowi, najlepszemu przyjacielowi Barry’ego.
Patrick Warburton powraca jako odmiana Paddy’ego z serialu Seinfeld. Seinfell nazwał tę wersję „trochę bardziej agresywną i trochę głupszą”.
Proces produkcji złamał standardowe zasady animacji.
Większość aktorów głosowych nagrywa samodzielnie. Nagrywają swoje kwestie w izolacji. Instalator później skleja je ze sobą.
Seinfell nagrał ze swoimi współpracownikami.
Chciał interakcji. Chciał reakcji w czasie rzeczywistym.
„Jako autor wiem, co chcemy osiągnąć, i dzięki temu jest to łatwiejsze” – powiedział.
Ale środowisko jest przeciwko niemu.
W przypadku telewizji na żywo i stand-upu animacja wydawała się powolna.
„Jej tempo jest bardzo wymagające” – przyznał Seinfell.
W animacji sugerujesz zmianę. Poczekaj tydzień. Zobaczysz, czy zadziałało.
„Musisz pamiętać, co powiedziałeś, a czasami zapominasz” – powiedział.
„To zdarzało się często”.
Badania i rzeczywistość
Seinfell potrzebował faktów.
Odwiedził pasiekę.
Został użądlony.
Ból był tego wart. Poznał wzorce lotu. Poznał hierarchię społeczną.
Cały zespół produkcyjny przeprowadził badania terenowe.
Pojechali do pasieki. Przestudiowali setki fotografii. Rozmawiali z ekspertami.
Poznali trudne prawdy.
Gdyby pszczoły nie zapylały, przyroda by upadła. Ludzkość wyginęłaby w ciągu czterech lat.
Do wyprodukowania jednej łyżeczki miodu potrzeba 17 pszczół.
Fakty mocno uderzyły.
Dyrektor Smith poczuł się winny.
„Żal nam było tych chłopaków” – powiedział.
Przestał jeść miód.
Wiedza zmieniła film. To dodało komedii wagi. Stawka była realna.
Następnie przyjrzymy się reżyserom. Przyjrzymy się procesowi produkcyjnemu. Zobaczymy, jak wizja nabiera kształtu na ekranie.
Współpraca reżyserów Simona J. Smitha i Steve’a Hicknera z Jerrym Seinfeldem nie zaczęła się od uścisku dłoni. Zaczęło się w lipcu 2004 roku, zaraz po tym, jak para zakończyła pracę nad atrakcją 4-D Shrek w Universal Studios. Od razu znaleźli wspólny język. Smith zauważa, że Seinfeld nie był wybredny w kwestii źródła pomysłów. Wywiązała się między nimi doskonała sprzeczka słowna. Ale jednocześnie stawiał wysokie wymagania.
Standardy te przyspieszyły cały proces. Ponieważ Seinfeld był scenarzystą, producentem i głównym aktorem projektu, prace nad projektem potoczyły się w zawrotnym tempie. To, co normalnie zajęłoby sześć tygodni, aby przepisać scenariusz, zostało zrobione w jeden dzień.
Głos ula
Obecność Seinfelda na planie – a dokładniej przez telefon – okazała się nieoceniona. Często pracował zdalnie z Nowego Jorku. Jego obecność w studiu nagraniowym podniosła poprzeczkę. Pozostali aktorzy dali z siebie wszystko, czując, że ich główny partner robi to samo. Podnieśli się nawzajem. Ich występy były spójne z tym, co można by zobaczyć na planie filmu aktorskiego.
Pierwsze sześć miesięcy było dla Jerry’ego lekcją nauki. Musiał znaleźć swój rytm. Mógłby wówczas po prostu „włączyć” Barry’ego jednym ruchem przełącznika. To przejście podniosło poziom gry wszystkich zaangażowanych osób o poziom wyżej.
Wygląd Barry’ego ewoluował organicznie. Podczas nagrywania głosu zespół Smitha nakręcił film referencyjny. Stopniowo Jerry zaczął wyglądać jak Barry. To nie było wymuszone. Gdy Seinfeld nabrał charakteru, stał się postacią. Animatorzy połączyli następnie tę grę z obrazem wizualnym.
Tworzenie złotego środka
Barry ma na sobie czarno-żółtą kolorystykę. Nie jest ani całkowicie realistyczny, ani całkowicie stylizowany. Celem było znalezienie złotego środka. Zatwierdzenie ostatecznego wyglądu wymagało ponad 800 opcji projektowych.
Inne postacie przedstawiały różne problemy. Vanessa, postać grana przez Renee Zellweger, jest kwiaciarnią. Twarze i kształty kobiet są trudne do odtworzenia w animacji. Ale umieszczenie małej pszczółki i człowieka w tym samym wszechświecie było najtrudniejszym zadaniem ze wszystkich.
Choreografia takich scen stała się ogromnym wyzwaniem. Potrzebujesz intymności. Potrzebujesz rozwoju relacji. Nie możesz strzelać z dystansu dwoma postaciami. Konieczne jest budowanie dynamiki bez uciekania się do dziwnych kątów kamery. To jest chodzenie po cienkim lodzie.
Równowaga między dwoma światami
Problemy ze skalą nękały projekt środowiska. Istnieją tu dwa kompletne światy: świat ludzi i świat roju. Każdy z nich potrzebował wystarczającej ilości szczegółów, aby się wzajemnie zrównoważyć. Łączenie tych światów podczas wylatywania pszczół zwiększało poziom trudności wykładniczo.
Pszczoły przelatują przez przestrzeń człowieka z prędkością 200 mil na godzinę. Są bardzo blisko obiektywu aparatu. Prawidłowe wykadrowanie ujęcia wymagało ciągłych poprawek.
Przyjrzyjmy się jednej konkretnej ramce. Widzisz cały widok z tyłu Central Parku. Pszczoły latają przez latawce. Ukończenie tej pojedynczej sekwencji zajęło dziewięć miesięcy. Złożoność łączenia fizyki w skali owadów z geometrią miejską jest zadziwiająca.
Park przyczep
Seinfeld stworzył kilka zwiastunów promocyjnych na żywo dla Pszczółki Mayi. Poprzez niepowodzenie komiksu pokazali, dlaczego historia lepiej sprawdza się w animacji. Zadał proste pytanie: „A co by było, gdybyś był na tyle głupi, żeby spróbować sfilmować to na żywo?”
– Jak źle by to było?
W rezultacie powstała zabawna historia o tym, jak doszło do powstania kreskówki. Seinfeld wygląda śmiesznie w kostiumie gigantycznej pszczoły. Chris Rock pojawia się jako ogromny komar. Razem doświadczają podtapiania na gigantycznej przedniej szybie. To jest chaos.
Seinfeld mówi, że wiele zawdzięcza The Rock za tę przysługę. Nie wie, jak może mu się odwdzięczyć. Granica pomiędzy rzeczywistością a animacją została celowo zatarta. To podkreśliło absurdalność prób filmowania życia pszczół na żywo.
Fizyka owadów latających
Sama liczba postaci w jednej klatce była koszmarem. Główny animator Marek Kohut nie osłodził sytuacji. Musiał śledzić każdą pszczołę i logicznie je grupować. To grupowanie umożliwiło zespołowi kontrolowanie pochylenia, przechyłu i indywidualnych trajektorii. Pojawił się jednak problem fizyczny. W przestrzeni trójwymiarowej obiekty nie mają wewnętrznych granic. Jeśli przesuniesz obiekt wystarczająco szybko, przejdzie on przez inny obiekt. Gdyby wymodelowano zbyt duże skrzydła, przebiłyby one grzbiety pszczół. Dlatego stale wszystko sprawdzali. Niezmienione. Zapewnienie, że pszczoły nie przechodzą przez siebie, stało się zadaniem żmudnym, ale koniecznym.
Sytuacja staje się jeszcze gorsza, gdy postacie wchodzą w interakcję z obiektami fizycznymi. Dotyczą. Biorą coś w swoje ręce. Te momenty są trudne, ponieważ cyfrowe postacie nie zajmują realnej przestrzeni. Mogą swobodnie nakładać się na siebie i przechodzić przez siebie. Rozwiązaniem było nakładanie warstw. Był to proces ciągłego przeglądu. Budujesz, potem testujesz i znowu testujesz.
Skalowanie perspektywy
Zarówno Simon J. Smith, jak i Kohut mieli problemy ze skalowaniem. W niektórych ujęciach mała pszczółka zaglądała komuś przez ramię. Ta perspektywa wzmocniła każdy ruch ludzki. To była pułapka wizualna. Jeżeli elementy pierwszego planu były małe, nie można było zastosować szerokich ruchów. Wyglądałoby to chaotycznie. Aby zachować atrakcyjność wizualną, zespół musiał umieścić postacie w określonych przestrzeniach. Opierali się raczej na kompozycji niż na fizyce. Fizyka postawiłaby sprawę w niezręcznej sytuacji. Kompozycja zachowała swoje piękno.
Znaczenie twarzy
Animowanie twarzy to powolny proces. Na twarzy jest zbyt wiele informacji. Nie ma potrzeby się spieszyć. Zespół Kohuta wykorzystywał uproszczone wersje postaci, aby szybko blokować pomysły. Zapisali pełne wersje osprzętu do późniejszych etapów pracy. Oszczędziło to czas. Utrzymywało to proces pracy w ruchu.
Ale twarze potrzebowały dusz. Projekty Barry’ego i postaci drugoplanowych ukończono w lutym 2006 roku. Brakującym elementem była osobowość. Dostarczył go Jerry Seinfeld. Często używał rąk. Barry ma taki sposób. Seinfeld miał świetne pomysły. Wyraźnie komentował, co myślą bohaterowie. Ułatwiło to pracę animatorom. Myślał o żartach.
Nie zawsze wszystko szło gładko. Czasami było to bolesne. Sekwencja animacji jest prawie ukończona. Seinfeld powiedział, że to nie było zabawne. Miał najlepszy pomysł. Zdarzyło się to kilka razy. Ale to zawsze czyniło film lepszym. Musiałeś po prostu stłumić swoje ego i powtórzyć zadanie.
Nie przeciętny ul
Obserwowali pszczoły w celach badawczych. Kohut i jego zespół spojrzeli na nich. Ale kazano im pokazać wolność. Prawdziwe pszczoły unoszą się. Trzęsą się. Seinfeld i reżyserzy tego nie chcieli. Chcieli gładkości. Chcieli przechyłów i zakrętów przypominających samolot. Pszczoły w filmie zostały stylizowane. Kłóciły się z chaotyczną energią prawdziwego świata.
Dlaczego prawdziwe pszczoły są inne
Czym jeszcze pszczoły z Boomerangu różnią się od prawdziwych? Wszystko zaczyna się od biologii. Prawdziwe samce pszczół nie mają żądeł. Nie produkują miodu. Żądło jest zmodyfikowanym pokładełkiem. Przeznaczony jest do składania jaj. Mają je tylko kobiety. Kobiety zbierają pyłek. Samice zajmują się produkcją miodu.
Samce pszczół miodnych giną po kryciu. Czy to dlatego ta szczera rozmowa Barry’ego z jego ojcem? Niemożliwe. Ten punkt fabularny opiera się na przetrwaniu samca pszczoły po rozmnażaniu. To nie może się zdarzyć. Poza tym prawdziwe pszczoły nie mówią. Prawdopodobnie wiedziałeś o tym. Ale reszta? To po prostu hollywoodzka biologia.
Wnętrze rurociągu animacji filmu „Boomerang”
Brzmi to jak gigantyczna zagadka logistyczna i Marek Kochut zna to z pierwszej ręki. Jako animator przy filmie Boomerang nadzorował czterdziestoosobowy zespół. W dowolnym momencie siedmiu do dziesięciu z nich było zajętych pracą nad jedną sekwencją, ale cały mechanizm musiał działać zgodnie.
Proces zaczyna się od projektu. Po zatwierdzeniu szkic trafia do działu modelarstwa. Tworzą tam model 3D. To nie jest zadanie jednorazowe. Model przechodzi wiele zmian. Potem następuje etap olinowania. Wyobraź sobie umieszczenie cyfrowego szkieletu i mięśni w plastikowej skorupie. Polecenie olinowania określa sposób poruszania się obiektu. Testują to. Wielokrotnie.
Podczas gdy postacie są tworzone, reszta zespołu organizuje chaos. Storyboardy są zsynchronizowane w czasie. Dział kompozycji określa kąty kamery i rozmieszczenie ujęć. Następnie animatorzy szkicują podstawowe działania. Otrzymują informację zwrotną od reżyserów. Filmują sekwencję.
Oświetlenie i efekty dopełniają całości. Kończą kolory. Dodaj dym. Tutaj zdarzają się eksplozje. Kiedy wszyscy są szczęśliwi, redaktorzy wycinają materiał. Sklejają sekwencję. Kompozytor dodaje muzykę jako ostatnią. To liniowy przenośnik taśmowy kreatywności.
Technologia z pewnością pomogła. Kochut, który pracował także nad „Fence”, „Shrek 2” i „Madagaskar”, zauważył, że „Boomerang” skorzystał z ostatnich przełomowych osiągnięć w sprzęcie i oprogramowaniu. Mówimy o komputerach z dwoma procesorami. Duże monitory. Inteligentne oprogramowanie. Wszystko po prostu działało szybciej.
Od błędów po dzieci
Jerry Seinfeld nie przybył do Boomerangu ze wspaniałym programem ochrony środowiska. Chciał po prostu nakręcić zabawny film. Chciał odcisnąć swoje osobiste piętno na animacji komputerowej. Teraz, gdy praca jest już ukończona, ojciec trójki dzieci widzi to inaczej.
Jest podekscytowany tym prezentem dla dzieci. W szczególności za swoje. Ale jego wściekły komik nie może się wyłączyć. Ma jedną główną obawę.
“Mam nadzieję, że po tym nie zbliżą się do pszczół. Martwię się, że wiele dzieci, które zobaczą pszczoły po filmie, będzie próbowało do nich podejść i je pogłaskać.”
Przed tym projektem Seinfeld przyznał, że niewiele myślał o pszczołach. Teraz? Jego opinia uległa radykalnej zmianie. Teraz szanuje ich znacznie bardziej. Ale być może nie powinieneś pozwalać dzieciom dotykać użądleń.
Wróć do mikrofonu
Po włożeniu tak dużej ilości czasu i energii w Boomerang Seinfeld nie spieszy się z realizacją swojego kolejnego filmu animowanego. To była ogromna inwestycja. Uwielbia próbować nowych rzeczy i to właśnie ciekawość zaprowadziła go do animacji.
Ale on nie zamierza tu zostać. Jest szansa, że następnym razem spróbuje czegoś innego. Coś innego niż zwykle. Ale wyraźnie rozumie, jaka jest jego prawdziwa praca.
„Moją prawdziwą pracą jest opowiadanie dowcipów przed publicznością.”
Te inne projekty to wspaniałe doświadczenia. To nie jest jego prawdziwy zawód. Od początku przyszłego roku wraca do korzeni. Więcej stand-upu. Więcej widzów. Więcej żartów. Pszczoły mogą poczekać.
