Harold Bauer był kimś więcej niż tylko pianistą. Był mostem.
Urodzony w Kingston upon Thames (Anglia) 28 kwietnia 1873 roku, Bauer spędził całe swoje życie na styku dwóch światów. Z urodzenia był Brytyjczykiem. Z wyboru – amerykański. Został obywatelem USA w 1921 roku, ale jego prawdziwe dziedzictwo było muzyczne. Wprowadził amerykańską publiczność w brzmienia Claude’a Debussy’ego, Maurice’a Ravela i Cesara Francka.
Większość ludzi w Stanach Zjednoczonych nie słyszała wcześniej tych kompozytorów, dopóki nie pojawił się Bauer. Zmienił zasady gry.
Od strun skrzypiec po klawisze fortepianu
Oto dziwny szczegół: Bauer zaczynał jako skrzypek. Do około 19 roku życia był koncertującym skrzypkiem. Potem zmienił instrumenty. Wziął do ręki pianino.
Obydwa instrumenty opanował niemal całkowicie samodzielnie. Bez edukacji konserwatorskiej. Bez sztywnej struktury akademickiej. Tylko on, narzędzie i jego własny umysł.
Zaczął aktywnie koncertować w 1893 roku. Zanim osiadł w USA, był już weteranem sceny. Jego styl gry był mieszanką pasji XIX-wiecznego romantyzmu i powściągliwości XX wieku.
Krytycy zauważyli jego wrażliwość. Podobało im się jego swobodne podejście do notacji. Nie tylko odtworzył to, co zostało napisane, ale także je zinterpretował. I zrobił to bez egoizmu. W tamtych czasach było to rzadkością.
Duch współpracy
Bauer nie był solistą wymagającym uwagi. Świetnie radził sobie w zespołach. Często występował w trio. Grał z Pablo Casalsem. Grał z Fritzem Kreislerem.
Dawał także wspólne koncerty. Jego częstym partnerem był wiolonczelista Jacques Thibault. Ich muzyka była harmonijna. Była rozmowna. Nie chodziło o to, kto zagrał głośniej, ale kto lepiej słuchał.
Poza standardowym repertuarem
Jego repertuar był głęboki. To sięga wieków wstecz. Wykonywał dzieła z XVII i XVIII wieku. Grał na klawesynie. Grał na klawikordzie. Na początku XX wieku robiło to niewielu pianistów. Wprowadził historyczne praktyki wykonawcze do epoki nowożytnej.
Dokonał także wielu transkrypcji na fortepian. Jeżeli utwór istniał w innej wersji, Bauer najprawdopodobniej zaadaptował go na klawiaturę. Był strażnikiem dźwięku.
Napisał autobiografię. Książka „Harold Bauer: His Book” (Harold Bauer: His Book ) ukazała się w 1948 roku. Jest to zapis jego życia. Jego myśli. Jego trasa z Anglii na Florydę.
Zmarł w Miami 12 marca 1951 r.
Ale muzyka, którą przywiózł, pozostała. Impresjonizm Debussy’ego. Ravelowe tekstury. Struktury Franka. Bauer zasiał te nasiona. Amerykanie je podlewali. Stali się integralną częścią naszego muzycznego krajobrazu.
Czy ktoś zrobił to lepiej? Może. Ale nikt wcześniej tego nie zrobił. Albo z tak wyraźną jasnością widzenia.
Pozostawił po sobie katalog nagrań. I reputacja wykonawcy, którego występ wydawał się nieunikniony. To tak, jakby notatki były tam zawsze. Czekały, żeby je znaleźć.











