Kontynuujemy poszukiwania kosmitów w widmie częstotliwości radiowych.
Nie tam.
Jeśli są mądrzy i ich cywilizacja jest stara, gromadzą energię. Nie tylko połykają strużkę – toną w oceanie energii.

Freeman Dyson zaproponował ten pomysł już w 1960 roku. Sprawa jest prosta. Cywilizacja, która przerosła swoją planetę, nie buduje „domu” wokół gwiazdy. Z konstruktywnego punktu widzenia jest to szaleństwo. Zamiast tego tworzy rój. Miliardy niezależnych zbieraczy energii unoszą się na gęstej orbicie.
Wychwytują niemal każdy dżul emitowany przez gwiazdę.
To absolutny maksymalizm w wydobywaniu zasobów. Ale ma ślad. Zimny ​​ślad.

W nowym artykule na temat arXiv autorstwa Amira Amiriego z Uniwersytetu w Arkansas zadano pytanie: gdzie powinniśmy szukać w pierwszej kolejności? Odpowiedzią nie jest nasze Słońce.
Trzeba patrzeć, gdzie gwiazdy płoną powoli. I gdzie już wyszli.

Ciche cele

Czerwone karły.
Są wszędzie w Drodze Mlecznej. Tani. Obfity. Długowieczny. Niektóre z nich będą świecić nawet wtedy, gdy reszta wszechświata pogrąży się w ciemności. Ich żywotność szacuje się na biliony lat.
Ponieważ są małe, nie potrzeba dużo materiału, aby je przykryć.
Wyobraź sobie umieszczenie zbieraczy energii zaledwie 0,05 jednostki astronomicznej od powierzchni gwiazdy.
Jest blisko. Tak blisko, że rozwiązania inżynieryjne stają się realistyczne.

Ale białe karły są jeszcze lepsze.
Spójrz na geometrię. Biały karzeł to martwe ciało gwiazdy. Gęsta, zimna pozostałość po gwieździe podobnej do naszego Słońca. Skrzywił się. Jego promień wynosi teraz około 1% pierwotnego promienia.
Możesz owinąć rój Dysona wokół białego karła, będąc oddalonym o zaledwie kilka milionów kilometrów.
Powierzchnia do pokrycia? Minimalny.
Uwalnianie energii? Stabilny przez miliardy lat.
To niezawodne źródło energii. A koszty budowy są znikome w porównaniu z pokryciem gigantycznej gwiazdy.
Dlaczego cywilizacja typu I miałaby budować rozległe miasto na rozległej planecie, skoro mogłaby owinąć sieć wokół twardego jak diament jądra i uzyskać całą potrzebną energię?

Znak termiczny

Na tym polega sztuczka.
Kiedy rój Dysona otacza gwiazdę, blokuje światło. Cały świat.
Gwiazda znika z optycznych map nieba.
Ale energia nie znika. Ona nie może zniknąć.
Rój pochłania światło gwiazdy. Obcy robią z tą energią, co chcą. Obliczanie? Reakcje termojądrowe? Luksusowe jachty?
Nie obchodzi nas to.
Ciepło odpadowe musi się gdzieś odprowadzać.

Dlatego konstrukcja ponownie promieniuje tę energię.
W postaci promieniowania podczerwonego.
Ciepło.
Na diagramie Hertzsprunga-Russella, który przedstawia gwiazdy według temperatury i jasności, tworzy to anomalię. Jasność pozostaje taka sama, widmo po prostu się zmienia. Ale temperatura spada. Silnie.

Czerwony karzeł płonie w temperaturze 3000 kelwinów.
Otaczająca ją kula Dysona świeci w temperaturze 50 kelwinów.
Dwa rzędy wielkości chłodniej.
Nie ma we wszechświecie naturalnych obiektów, które byłyby tak ciemne, a jednocześnie tak zimne i zwarte.
Jeśli to widzisz, coś jest nie tak.

„Kluczowym wnioskiem jest to, jak bardzo w prawo obiekt przesuwa się na diagramie.”

Ważna jest także czystość sygnału.
Gwiazdy naturalne mają dyski gruzu. Pył. Krzemiany. Emitują specyficzne linie widmowe, które na obiektywie wyglądają jak rozmycie.
Rój Dysona jest artefaktem. To jest budynek. Nie ma kurzu.
Sygnał powinien wyglądać podejrzanie czysto.
Zbyt czysty jak na naturalny proces.

Polowanie na stare sposoby

Mamy teleskopy.
James Webb świetnie radzi sobie w zakresie podczerwieni. Oczywiście. Ale nie potrzebujemy nowych zabawek, żeby znaleźć „duchy”.
Teleskop WISE już to robi.
W maju 2024 r. w ramach projektu Hefajstos przeanalizowano 5 milionów gwiazd.
Odkryli siedem czerwonych karłów zachowujących się dziwnie. Zimne. Jasne w nieoczekiwanych zakresach widma.
Okazuje się, że jedną z nich jest supermasywna czarna dziura w tle. Zbieg okoliczności. Złudzenie optyczne.
Pech.
Ale sześć. Nie, pięć.
Kandydatami pozostaje pięć obiektów.

Nie są potwierdzone. Oczywiście, że nie.
Są to po prostu punkty danych, które nie zachowują się naturalnie.
Być może chodzi o coś innego. Być może nasze modele są błędne.
Może to po prostu pusta przestrzeń i zimna fizyka.

A może na nas patrzą.
Praca Amira dała nam lepszą mapę. Wskazuje, które kąty na diagramie HR wymagają dokładniejszego zbadania. Nie strzelamy już na ślepo.
Wiemy, jak wygląda zimno.