Przyzwyczailiśmy się myśleć, że natura leczy, gdy ludzie znikają z jej oblicza.
To błędne przekonanie.
Przynajmniej taki właśnie paradoksalny obraz wyłania się, gdy bada się 100 europejskich lokalizacji. Analiza pyłków sprzed dwóch tysiącleci pokazuje, że podczas zarazy różnorodność roślin praktycznie się załamała. I sytuacja nie uległa poprawie, dopóki rolnicy nie wrócili na swoje ziemie.
Oczywiście współczesne rolnictwo na dużą skalę jest szkodliwe dla różnorodności biologicznej. Nikt z tym nie polemizuje. Jeśli jednak spojrzymy głębiej w historię, wykraczającą poza epokę przemysłową, dowody sugerują, że obecność człowieka często umożliwiała rozkwit różnorodności roślin. Jonathan Gordon z Uniwersytetu w Yorku odkrył, że w miarę rozprzestrzeniania się osad ludzkich w ciągu ostatnich 12 000 lat wzrosła także różnorodność biologiczna.
Połączenie zamiast konfliktu? Może.
Rolnictwo przeszłości radykalnie różniło się od współczesnych monokultur. Zaraza była idealnym „naturalnym eksperymentem” dla zespołu Gordona. Gwałtowny spadek liczby ludności doprowadził do nagłego porzucenia gruntów ornych. Jeśli ludzie tworzą różnorodne krajobrazy, czy ich zniknięcie oznacza ich upadek?
„Nasza hipoteza była taka, że… dramatyczny spadek liczby ludności… doprowadzi do utraty różnorodności biologicznej” – pisze Gordon.
Wiek XIII przyniósł urbanizację i rozwój rolnictwa spożywczego, które przekształciło się w bardziej złożone systemy. Potem nastąpiła masakra w XIV wieku. Wielka zaraza, poprzedzona głodem, zgładziła około jednej trzeciej populacji Europy.
Ludzie uciekali do ustalonych ośrodków. Osady peryferyjne umarły.
Gordon i jego współpracownicy odwiercili rdzenie osadów z torfowisk i jezior w całej Europie kontynentalnej. Datowanie radiowęglowe tych próbek działało jak wehikuł czasu, pokazując dokładnie, jakie rośliny rosły w każdym miejscu. Śledzili wzorce pyłków na trzech etapach historycznych.
Od początku naszej ery aż do roku 1900 różnorodność wzrosła.
Dlaczego?
Powstanie i upadek Cesarstwa Rzymskiego stworzyło popyt na różnorodne uprawy. Nawet poza imperium jęczmień, żyto i zwierzęta gospodarskie tworzyły mozaikowy krajobraz. Dzikie wrzosowiska oddzielały obszary uprawne. Lasy rozdrobnione pola. Była to pstrokata mozaika. Różnorodny. Ukształtowany przez człowieka, tak. Ale żywy.
Potem nadszedł punkt zwrotny. Dokładniej 1400.
W latach 1300–1450 różnorodność roślin gwałtownie spadła.
Ludność, która przeżyła, skupiła się w gęsto zaludnionych miastach. Ziemie uprawne zostały opuszczone. Spadł poziom pyłku zbóż. A krajobraz stał się prostszy. Ważną rolę odegrała także lesistość. Obszary o lesistości około 40% pozostały stosunkowo stabilne. Krajobrazy, które początkowo były zbyt otwarte lub zbyt gęsto zalesione, doświadczyły ogromnej utraty różnorodności.
Cisza zabija złożoność.
“Zaraza zaburzyła tę równowagę, zmniejszając wpływ człowieka. Rezultatem jest MNIEJ mozaikowego krajobrazu. “
Od 1500 roku liczba ludności zaczęła ponownie rosnąć. Podobnie rolnictwo. W rezultacie zakwitły kwiaty.
Współczesne monokultury są szkodliwe dla przyrody. Gordon to przyznaje. Nadmierny wypas niszczy ziemię. Historia pokazuje jednak, że rolnictwo może zwiększyć różnorodność biologiczną, jeśli zostanie właściwie zrobione. Niska intensywność. Systemy mieszane. Elementy półnaturalne współistniejące z uprawami.
W niektórych częściach Europy istnieją grunty rolne o wysokiej wartości ochronnej. Tam wypas zwierząt gospodarskich łączy się z rolnictwem mieszanym.
Dziś redziczenie opowiada się za powrotem dzikich krów i wilków, sugerując, że ograniczenie interwencji człowieka to jedyny sposób na ocalenie ekosystemów.
„Jednak nasza praca pokazuje, że projekty polegające na „zadziczaniu”… nie są JEDYNYM rozwiązaniem.”
Tradycyjne gospodarowanie gruntami tworzy tę samą mozaikę poprzez działalność człowieka. Czasami ludzie nie chcą, aby dzikie drapieżniki zbliżały się do nich.
Dlatego ochrona potrzebuje narzędzi nie tylko ogrodzeń.
Rolnictwo o niskiej intensywności może być brakującym elementem w arsenale ekologów.















