Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, nie jest technika. To jest cios. Pięści pojawiają się nie wiadomo skąd. Nie ma czasu na uniki. Dostajesz bezpośrednie uderzenie w nos. Łzawią mi oczy. Dreszcz przebiega po moim kręgosłupie. Równowaga znika. Krew tryska niczym fontanna, jakby z pękniętego kranu. Natychmiast zaczyna się obrzęk.

Brzmi zabawnie? Dla większości ludzi na pewno nie. Dla Jimmy’ego Smitha i Douga Andersona to po prostu normalny wtorek.

Są współgospodarzami programu Fight Quest na Discovery Channel, w którym komfort zostaje zastąpiony zanurzeniem w kulturze i traumą fizyczną. Założenie jest proste, choć okrutne. Podróżuj po świecie. Znajdź lokalną sztukę walki. Trenuj z mistrzem przez pięć dni. A potem zmierz się z najtrudniejszym przeciwnikiem w tym kraju.

To jest projekt edukacyjny. To są notatki z podróży. To także zderzenie kultur i pięści.

Dwa sposoby, jeden hełm

Smith i Anderson nie dorastali na tej samej planecie, nie wspominając już o tym, że nie trenowali na tej samej macie. Smith pochodzi z południowej Kalifornii. Spędził lata trenując brazylijskie jiu-jitsu. Zanim stał się sławny, uczył algebry w siódmej klasie. Obecnie jest zawodowym zawodnikiem MMA. Jego rekord: sześć zwycięstw, jedna porażka.

Anderson to inna osoba. Dorastał w trudnej okolicy New Jersey niedaleko Filadelfii. Jest weteranem wojny w Iraku. Jego styl opiera się na boksie i wojskowej walce wręcz. Zamierza rozpocząć karierę w MMA jako amator, mając nadzieję wkrótce przejść na poziom zawodowy.

Jeden przynosi walkę. Drugi dodaje odporności. Razem tworzą chaotyczną chemię.

Casting, który zmienił wszystko

Jak znaleźć dwóch facetów na tyle szalonych, żeby się na to zgodzić? Musisz umieścić ogłoszenie.

Nowojorska firma produkcyjna North South Productions umieściła reklamy w publikacjach bojowych i na stronach internetowych. Nie szukali cichych ekspertów. Potrzebowali charyzmy, inteligencji i zaangażowania.

W ogłoszeniu napisano: „Otwarta, charyzmatyczna, zaangażowana, inteligentna i dociekliwa osobowość”. Zawierało również ostrzeżenie: „Ten program wypchnie cię poza granice fizyczne i emocjonalne, więc musisz być przygotowany na wyzwanie”.

Napłynęło setki wpisów. Przesłuchani zostali bojownicy z całych Stanów Zjednoczonych. Prawdziwym filtrem była ostatnia linijka reklamy: „musi być gotowy do podróży”.

To było niedomówienie. Program zabrał ich do dziesięciu różnych krajów. Meksyk. Indonezja. Wszędzie. To Smith i Anderson odpowiedzieli na to wezwanie.

Surowa rzeczywistość treningu

Spotkałem się z producentem Chuckiem Smithem, Jimmym Smithem i Dougiem Andersonem. Spotykaliśmy się w ich domowych salach. Przygotowywali się do nadchodzących meczów MMA. Byli podekscytowani. Pełna chęci do rozmowy.

Na nagraniu widać ból, zasinienie i zmęczenie. Ale wywiady ujawniły ich sposób myślenia.

P: Czy był jakiś styl walki, który cię denerwował?

Anderson: Jestem gotowy na wszystko. Na początku przeraziło mnie kilka gatunków. Ale moja filozofia jest prosta: jeśli inna osoba może to zrobić, ja też mogę.

P: Jakie style Ci się podobały?

Anderson: Walka na kije, czyli kali, była szalona. Intensywny. Podobało mi się też Kajenbo. Doskonałe połączenie techniczne. Przydatny do walki w klatce.

P: Jak scharakteryzowałbyś to doświadczenie?

Anderson: Przez połowę czasu rozglądałem się i myślałem: Co ja tu robię? To najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem. Ale potem ci to przechodzi. Nieważne, jak trudne to jest. Wracasz z historią. Fajna historia.

P: Czy chcesz drugi sezon?

Anderson: Absolutnie. To jest idealny scenariusz. Kolejny rok podróży. Kolejny rok bycia uderzonym w twarz. Nie może być nic lepszego niż to.

Produkcja nie tylko filmowała walki. Dokumentowali przeżycie. Prezenterzy przekroczyli swoje fizyczne i emocjonalne granice. Studiowali nowe sztuki. Znosili brutalne metody szkolenia. Przeżyli.

I są gotowi zrobić to ponownie. A może nie. Może są po prostu zmęczeni. Może są całe w siniakach. Ale historia pozostaje.

Casting do „Real World: Rivals” nie polegał na znalezieniu najtwardszego zawodnika, a bardziej na stworzeniu pewnego rodzaju tarcia. Producenci potrzebowali jasnej dychotomii, która mogłaby przebić się przez szum, nawet jeśli oznaczało to szukanie kandydatów w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach.

Wyszukaj weterana offline

T.J. Aby wziąć udział w programie, Smith nie kliknął przycisku „aplikuj”. Discovery Channel zadzwonił do brazylijskiej szkoły jiu-jitsu, która specjalnie szukała zawodników mieszanych sztuk walki (MMA) i tak się złożyło, że Smith był tam gościem. Był wolny. Był gotowy.

Twórczyni serialu Amy Rapp umówiła się na wywiad telefoniczny. Poszło na tyle dobrze, że umówiła się na osobiste przesłuchanie. Smith nie był jedynym kandydatem. Pojawiło się pięciu bardziej doświadczonych zawodników MMA, z których każdy ma poważne osiągnięcia.

Ale umiejętności nie były czynnikiem decydującym.

„Myślę, że jednym z powodów, dla których dostałem tę rolę, jest to, że mówiłem o wszystkim oprócz walki”.

Zawodników uczy się mówić o odporności. Niezniszczalność projektu. Smith szybko zdał sobie sprawę, że taki sposób myślenia nie sprawdza się w telewizji. To zupełnie inny format. Musiał świadomie stłumić instynkt udowodnienia swojej wartości na tatami. Musiał być osobą, a nie tylko bronią.

Wirusowy post, który zmienił wszystko

Doug Anderson wybrał zupełnie inną drogę. Przesłał do odsłuchania nagranie audio-wideo.

Nie było wypolerowane. To nie był mecz z najważniejszymi momentami i nokautami. Była po prostu… zabawna.

“Doug pojawił się niespodziewanie. Przysłał bardzo zabawne nagranie. Od razu go polubiliśmy.”

Producent serialu, Chuck Smith, doskonale pamięta ten moment. Anderson nie był w ich zasięgu, dopóki ten film nie trafił w ich ręce. Była zabawna. Nieoczekiwany. I zadziałało.

Dlaczego kontrast zadziałał

Ostateczny skład nie był zbiorem najlepszych zawodników. Było to zderzenie dwóch przeciwstawnych światopoglądów.

Smith przynosi ze sobą mądrość weterana. Wiedza instytucjonalna. Zrozumienie głębszej mechaniki tego sportu.

Anderson wniósł uliczną wytrzymałość. Brak doświadczenia. Surowa, niefiltrowana postawa, której nie można się nauczyć.

Smith natychmiast dostrzegł symetrię. Sposób, w jaki postrzegali walkę, był zupełnie inny. Sposób, w jaki postrzegali życie, był jeszcze bardziej zróżnicowany.

“Myślę, że to świetnie sprawdza się w serialu. Sposób, w jaki patrzymy na walkę, jest zupełnie inny. Postawa Douga jest tak różna od mojej, myślę, że się sprawdziło i mamy dwie kontrastujące strony wszystkiego.”

To właśnie to tarcie stało się silnikiem. Nie same walki. I ludzie za nimi.

Producenci wybrali już dwóch głównych zawodników i byli gotowi do startu. Teraz przyszła prawdziwa zagadka: wybrać kraje i style, które zapewnią najlepszy efekt telewizyjny. Nie chodziło tylko o znalezienie najniebezpieczniejszych sztuk walki. Ważna była egzotyka i atrakcyjność wizualna. Zespół także dążył do określonego rytmu. Pary bojowników były rozdzielone geograficznie: jeden szkolił się w mieście, drugi wyjeżdżał na wieś.

Żaden kraj nie odmówił udziału. Chociaż niektóre miejsca były zamknięte z powodu filmowania. Niepokoje społeczne sprawiły, że niektóre regiony stały się zbyt niebezpieczne, aby je eksploatować. Ale mistrzowie? Wszyscy się zgodzili. Nawet legendarni instruktorzy w Japonii okazali entuzjazm. Była to szansa na zaprezentowanie formy sztuki, która definiowała ich kulturę. Chcieli, żeby świat to zobaczył.

Skład był eklektyczny. Była sanda z Chin, kali z Filipin, karate kyokushin z Japonii. Meksyk wysłał swoich najlepszych bokserów. Indonezja zaproponowała pencak silat. Francja wniosła swój wkład wraz z Savatem. Korea Południowa przyniosła hapkido. Brazylia zademonstrowała jiu-jitsu. Izrael wysłał Krav Magę. A San Francisco uzupełniło listę kagenbo.

Spotkanie zespołu

Po ustaleniu lokalizacji Smith i jego zespół zebrali bezpośrednio z Nowego Jorku pięcioosobową załogę. Nie działali jednak sami. W każdym kraju sprowadzono lokalnego inżyniera dźwięku i „naprawiacza”. Ci naprawiacze byli ratunkiem. Pełnili rolę łączników, pomagając w koordynowaniu zdjęć i pokonując barierę językową. Ekipa przybyła na miejsce dwa dni przed rozpoczęciem zdjęć. Spędzili ten czas na kręceniu materiału filmowego (B-roll). Po zakończeniu zdjęć zostali dodatkowy dzień, aby odpocząć i przygotować się do powrotu do Stanów Zjednoczonych.

Każdy przystanek trwał dwanaście dni. Potem nastąpiła dwutygodniowa przerwa. To dało Andersonowi i Smithowi czas na powrót do zdrowia. Aby naładować. Smith opisał proces rehabilitacji z brutalną szczerością.

“Te dwa tygodnie, które spędziliśmy w domu, wystarczyły na rehabilitację. Przyłóż lód, co boli, zostań w łóżku, weź leki przeciwzapalne, a potem będziesz gotowy, aby wstać i zrobić to wszystko jeszcze raz.”

Pierwotny plan zakładał, że Anderson i Smith będą walczyć ze sobą na końcu każdego odcinka. Jednak po początkowym sparingu producenci zmienili zdanie. To po prostu nie miało sensu. Smith był znacznie bardziej doświadczony. Cotygodniowe bicie Andersona przez Smitha wyglądałoby jak zła telewizja. Poza tym dobrze się dogadywali. Po co rujnować dobre przyjaźnie na rzecz zainscenizowanej walki?

10 stylów walki

Jest co najmniej dziesięć dobrych sposobów na pokonanie przeciwnika. Dokładnie to zbadali w Fight Quest.

  • Sanda: Opracowana przez chińską armię, jest kontaktową sztuką walki. Używa ciosów, kopnięć, zamachów, rzutów i przeciągnięć. To nie jest ładne. To skuteczne.
  • Callie: To sztuka oparta na użyciu broni. Wojownicy używają noży, mieczy i pałeczek escrimy jako swoich głównych narzędzi. Te rattanowe kije są lekkie, ale zaprojektowane tak, aby powodować maksymalne uszkodzenia.
  • Karate Kyokushin: Inny styl kontaktu. Powszechną taktyką jest powalenie przeciwnika. Rozwijają wytrzymałość poprzez kumite, czyli walkę z wieloma przeciwnikami jednocześnie.
  • Boks: Klasyczny. Przeciwnicy walczą na zamkniętym ringu w stałych rundach. Możesz atakować ciosami tylko w grubych, wyściełanych rękawicach. Zwycięstwo osiąga się przez nokaut lub punkty sędziowskie.
  • Pencak silat: Indonezyjska sztuka, która pierwotnie opierała się na broni kapiszonowej. Obecnie wojownicy używają kombinacji broni, kopnięć i ciosów.
  • Savat: Znany również jako francuski kickboxing. Używa ciosów i różnych kopnięć, aby ujarzmić wroga. To techniczne. Elegancki nawet.
  • Hapkido: Ten styl łączy techniki karate, judo i aikido. Najbardziej znany jest z imponujących rzutów ciałem i bolesnych blokad nadgarstków używanych do obezwładniania napastników.
  • Jiu-Jitsu: Być może najbardziej wszechstronna sztuka na liście. Używa ciosów, kopnięć, rzutów, duszeń i blokad. Prawie każda inna sztuka walki w pewnym momencie wywarła na niego taki czy inny wpływ.
  • Krav Maga: wynaleziona przez armię izraelską. Jest to praktyczna technika stosowana w sytuacjach ulicznych. Zapożycza elementy z jiu-jitsu, boksu i judo. Obejmuje to nawet użycie broni, takiej jak noże i kije.
  • Kajenbo: Sztuka hybrydowa z San Francisco. Łączy w sobie przeciągnięcia, rzuty i mocne uderzenia. Łamanie kończyn jest powszechną i okrutną metodą.

Powstanie mieszanych sztuk walki

Mieszane sztuki walki, w skrócie MMA, to szybko rozwijający się sport walki. Na ringu stosuje się wiele technik. Nazywa się to także walką w klatce. Narodziło się na początku lat 90. wraz z pojawieniem się Ultimate Fighting Championship (UFC). Koncepcja była prosta. Zawodnicy o różnych specjalizacjach trafiają do zamkniętego ringu. Walczą, dopóki jeden z nich się nie podda.

Boks, zapasy, jiu-jitsu i grappling to tylko niektóre ze stylów, które widzisz w klatce. Royce Gracie, brazylijski grappler, szybko stał się najpopularniejszą postacią w tym sporcie. Zdobył trzy mistrzostwa, używając swojego stylu duszenia. Grappling polega na leżeniu na plecach w pozycji obronnej. Zamiast uderzeń używasz różnych duszeń. Czekasz na błąd. Wtedy zakończysz walkę.

Jeśli chcesz zgłębić temat, możesz przeczytać więcej o działaniu UFC. Ale doświadczenie kulturowe? To właśnie sprawiło, że „Fight Quest” zapadł w pamięć. Od świątyń buddyjskich w Japonii po bazy szkoleniowe armii izraelskiej – Smith i Anderson nie tylko walczyli. Oni tym żyli.

Walcz jako zwierciadło kulturowe

Magia Fight Quest nie polegała tylko na siniakach i pocie. Była w scenerii. Anderson i Smith nie tylko walczyli ze sobą; podróżowali. Od spowitych mgłą buddyjskich świątyń w chińskich górach po starożytne ruiny Azteków w pobliżu Meksyku – przedstawienie w dużej mierze opierało się na lokalizacjach. Kultura nie była zadaniem pobocznym. Ona była głównym wydarzeniem.

Anderson uwielbiał nurkować. Nie tylko odwiedził, on się w to zagłębił.

“Lubię doświadczać nowych rzeczy, poznawać nowe miejsca i próbować zrozumieć nowych ludzi. Myślę, że to była jedna z moich ulubionych części tego doświadczenia. Nie tylko podróżowaliśmy do nowych krajów, ale także całkowicie zanurzyliśmy się w konkretną część kultury tego kraju. Nie przychodzi mi na myśl ani jeden kraj, w którym nie byłbym zachwycony tym doświadczeniem kulturowym.”

To podejście ujawniło coś zaskakującego. Style walki są kulturowymi odciskami palców. Odzwierciedlają psychotyp narodowy.

W Chinach sztuka była elegancka. Przemyślany. Wcale nie okrutny.

Korea dała inną lekcję. Ludzie byli spokojni. Spokój. Powitanie. Ich styl walki odzwierciedlał tę łagodność.

W Japonii było odwrotnie. Pamiętajcie o pilotach kamikadze. Ruszyli do ataku. Oddaliśmy się całkowicie. Byliśmy gotowi umrzeć na tatami. Ale honor był niewzruszony. Nie poddajesz się.

To niesamowite, jak można oceniać mentalność narodową po tym, jak ludzie się biją. Walka dotyczy tego, kim oni są.

Izraelska mentalność i incydent z Krav Magą

Atmosfera w Izraelu uderzyła Smitha i Andersona jak fizyczny cios. Smith opisuje lokalną ludność, która poruszała się ulicami z nadmierną czujnością graniczącą z patologią.

„Nigdy nie widziałem ludzi chodzących tak, jakby spodziewali się, że w każdej chwili ktoś wyskoczy i zaatakuje ich” – mówi Smith. “Codziennie żyć z taką paranoją? To bardzo złożona mentalność, którą trudno mi zrozumieć. Ale tak właśnie walczą. “

Trener Andersa odzwierciedlał tę samą intensywność. Miała nerwowy tik i nieustannie rozglądała się po obwodzie, jakby spodziewała się nieuchronnej zasadzki. Rzeczywistość była brutalna: byli otoczeni przez wrogów. Ich przetrwanie zależało od tego, czy mieli oczy otwarte i gotowi do ataku z dowolnego kierunku.

Kulminacją tej mentalności „otoczenia” był moment tak wybuchowy, że producenci musieli interweniować. Podczas pokazu Andersa Krav Maga w Izraelu sytuacja wymknęła się spod kontroli. To był jedyny raz, kiedy Anders krzyknął z prawdziwego bólu.

Producenci chcieli pokazać brutalną skuteczność Krav Magi. Nie powstrzymywali się. Anders znalazł się na ringu otoczony piętnastoma przeciwnikami. Nie czekali na sygnał, lecz w tłumie zaatakowali go. Chłopaki zaatakowali go ze wszystkich stron, wpadli na niego, uderzyli go kolanem w twarz i szturchali w oczy.

Był przygnębiony. Udało mu się zadać cios w pachwinę, jednak jego przeciwnik znajdował się w ochronnej misce, co zneutralizowało cios. Anders był pewien, że napastnik próbował wydłubać mu oczy. Próbował uciec z tego wysypiska, ale agresja nie ustąpiła.

Chaos zmusił zespół produkcyjny do interwencji.

„Hej, musisz się uspokoić” – błagali.

Izraelscy bojownicy nie zwrócili na to uwagi. Ich reakcją był ciąg przekleństw, po czym kontynuowali atak z pełną prędkością. To było szalone. Kontrolowana demonstracja przerodziła się w pełnowymiarową bójkę, podsycaną kulturą, w której przemoc jest codziennością.

Metody szkoleniowe

Ten intensywny styl treningu, w którym liczy się życie lub śmierć, stanowi wyraźny kontrast w stosunku do dziwacznych i niekonwencjonalnych metod spotykanych gdzie indziej. Zanim jednak przejdziemy do bardziej egzotycznych rutyn, musimy wziąć pod uwagę cenę fizyczną płaconą w takich warunkach. W następnej sekcji przyjrzymy się, jak tradycyjne i nowoczesne dyscypliny zderzają się, łącznie z dziwnym dołączeniem krwi kurczaka i ognistego curry do niektórych programów szkoleniowych.

Mit, że biegłość w sztukach walki zależy wyłącznie od pamięci mięśniowej, jest nieprawdziwy. Szkolenie w różnych dyscyplinach nie przygotowało Willa Smitha i Jasona Andersona na to, z czym musieli się zmierzyć na planie Matrixa. Oczekiwali dyscypliny. Ale mają coś bliskiego przetrwaniu.

W każdym z odwiedzonych przez nich krajów lokalni rzemieślnicy od razu przyjęli jedno założenie. Postrzegali Smitha i Andersona przede wszystkim jako aktorów. I tylko po drugie – bojownicy. Ta percepcja była przeszkodą, którą musieli szybko pokonać.

Anderson jasno opisuje tę dynamikę. Trenerzy albo ich oszczędzili, albo wręcz przeciwnie, zachowali się ostro, mając nadzieję, że aktorzy załamią się i odmówią dalszej gry.

Żadna z tych strategii nie zadziałała. Pod koniec pierwszego dnia obaj mężczyźni przeszli naprawdę rygorystyczne szkolenie. Mistrzowie często otwarcie wyrażali swoje zamiary: „Złamiemy tych gości”.

Różne ścieżki na Filipinach

Ponieważ trenowali osobno, ich doświadczenia znacznie się różniły. Filipiny zaoferowały im studium kontrastów.

Smith trzymał się tradycyjnego, choć prymitywnego boiska sportowego. Pracował z workami treningowymi. Skupił się na standardowym treningu fizycznym. To było funkcjonalne. To było bezpieczne.

Anderson znalazł się w innym świecie. Wyglądało mniej jak dojo, a bardziej jak obóz wojskowy w dżungli. Czołgał się na brzuchu przez błotniste jamy. Środowisko zostało zaprojektowane tak, aby pozbawić go komfortu.

Ale ćwiczenia były tylko częścią równania. Anderson przeszedł przez szereg ceremonii i rytuałów. Jeden konkretny przypadek wyróżnia się szczególnie.

Położono go na noszach. Oczy zamknięte. Filipińscy mistrzowie Kali uderzyli go w brzuch i twarz. Sesja zakończyła się rytualną ofiarą. Zabito kurczaka. Jej krew kapała na twarz i ciało Andersona.

Nie wzdrygnął się. Po prostu kontynuował.

„To było najbardziej wyczerpujące wyzwanie fizyczne w moim życiu”.

To nie był tylko trening. To był test woli. Mistrzowie chcieli sprawdzić, czy aktorzy poradzą sobie z intensywnością sztuk walki w prawdziwym świecie, do którego mieli wejść. Zrobili to. Bez udawania. I wytrzymawszy.

Celem szkolenia nie było to, żeby dobrze wyglądać przed kamerą. Miały one na celu zmianę sposobu poruszania się. I przetrwać w tym procesie.

Co się stanie, gdy ubezpieczenie zostanie usunięte? Aktorzy nauczyli się ufać swoim ciałom jak nigdy dotąd. Brud. Krew. Pobicia. Wszystko to miało swój cel.

Rezultat był widoczny. Ruchy w filmie wydawały się cięższe. Bardziej niebezpieczne. Bo tacy właśnie byli.

Opis rytuału krwi dokonany przez Andersona podkreśla podział kulturowy. Dla mistrzów była to tradycja. Dla Andersona to szok. Dla Smitha jest to obserwacja. Ale wszyscy trzej mężczyźni zmierzali do tego samego celu.

Chcieli być przekonujący. Spraw, by niemożliwe stało się wiarygodne.

Trenerów nie obchodziło Hollywood. Dbali o władzę. Trwałość. Zniszczenie aktora, aby odbudować go na wojownika.

Smith i Anderson nie tylko nauczyli się ruchów. Znali ból. Znali strach. A potem nauczyliśmy się pokonywać jedno i drugie.

Wycieczka na Filipiny była czymś więcej niż tylko zdjęciami w plenerze. To było poświęcenie.

Ilu aktorów zostałoby w błocie? Ilu umknęłoby krwi?

Niewiele osób. Ale nie oni.

Trening był kontynuowany. Stawka rosła. Granica między grą a rzeczywistością zatarła się.

Byli gotowi. Albo jak przygotowany może być każdy.

Globalne piekło szkoleniowe

W obozach rekrutacyjnych chodziło nie tylko o pot; chodziło im o przetrwanie. W Tokio Jimmy Smith pobiegł do lokalnej siłowni, wyciskając z siebie wszystko, podczas gdy Doug Anderson uciekł z miasta w północne góry. Kontrast był wyraźny. Doug nie używał podpasek ani toreb. Uderzył w drzewa. Silnie. Wspiął się po kamiennych stopniach na palcach, podczas gdy jego partner przyciskał stopy do ziemi, aby zwiększyć opór. Było to surowe, staromodne ćwiczenie fizyczne, którego celem było hartowanie zarówno kości, jak i umysłu.

Jimm pozostał w mieście, rozbijając deski, płytki sufitowe i kije baseballowe gołymi pięściami i stopami. Zniósł także słynne „ogniste curry”. Wiesz, co mam na myśli. Jest tak ostry, że doprowadza dorosłych mężczyzn do płaczu. On i jego partnerzy treningowi pocili się przez sprzęt, popijając wodę, aby iść dalej.

Potem przyszedł Meksyk. Wysokość mocno uderzyła. Douga zabrano do starożytnych ruin Azteków położonych na wysokości 3000 metrów nad poziomem morza. Samo oddychanie stało się treningiem. Przykucnął przy ogromnych skałach i ścinał siekierą duże powalone drzewa. Było to wymagające fizycznie i wyczerpujące psychicznie.

Z pozoru lokalizacja Jimmy’ego wydawała się łatwiejsza. Mieszkał i trenował z olimpijczykami i mistrzami Złotych Rękawic w Meksyku. Ale nie dajcie się zwieść. Te sesje były brutalne. Jimmy opisał ich jako graniczących z chuligaństwem. Intensywność nie miała sobie równych.

Pytania i odpowiedzi z Jimmym Smithem

Usiedliśmy z Jimmym, aby dowiedzieć się, co naprawdę dzieje się, gdy zostaje się rzuconym na głęboką wodę.

P: Czy był jakiś styl walki, który Cię zaniepokoił?

A: Każdy „styl uliczny” denerwował mnie. Krav Maga używa wielu uderzeń w oczy i pachwinę. Nie jestem przyzwyczajony do ochrony takich obszarów. Jeśli coś pójdzie nie tak o kilka cali, wiesz, że oślepniesz.

P: Czy którykolwiek z treningów pomoże Ci w karierze w MMA?

O: Och, tak. Trenuję jiu-jitsu, a w Brazylii trochę pracowałem z [legendarnym wojownikiem] Goyolą Gracie. Praca z takim gościem jak on podniesie Twój poziom gry w ciągu zaledwie kilku sesji.

P: Kim byli najtwardsi zawodnicy, z którymi się mierzyłeś?

A: Wszyscy byli twardzi, ale ci, z którymi Doug trenował w Izraelu, byli nieustępliwi do poziomu psychopatycznego.

P: Czy pięć dni wystarczyło na szkolenie?

O: Nigdy. Prawie niemożliwe jest nauczenie się nowego stylu w pięć dni i walka z czarnym pasem. Można było uzyskać ogólne pojęcie o stylu walki i wtedy przyszedł czas na walkę. Istotą przedstawienia jest to, jak sobie z tym poradzimy.

P: A co z drugim sezonem?

A: Bez wahania zgodziłbym się na drugi sezon. To było przeżycie życia.

Walki i kontuzje

Trening to tylko połowa sukcesu. Prawdziwa historia zaczyna się, gdy zdejmą rękawiczki. Następnym razem przyjrzymy się brutalności końcowych bitew. Złamane twarze. Zainfekowane stopy. Cena wejścia.

Obejrzyj Fight Quest, a zobaczysz krew, siniaki i prawdziwe wstrząśnienie mózgu. To nie jest dramat sceniczny ze kaskaderami. Niebezpieczeństwo jest realne.

Najbardziej ucierpiał Brian Anderson.

Smith twierdzi, że ludzie błędnie rozumieją protokoły bezpieczeństwa programu. Myślą, że za kulisami stoi producent krzyczący „Stop!” zanim sprawy staną się zbyt brzydkie.

„To się nigdy nie wydarzyło” – mówi Smith.

Nikt ich nie chronił.

Anderson musiał kilkakrotnie trafiać do szpitala. Do najpoważniejszej kontuzji doszło w Japonii.

Ważył 145 funtów. Jego przeciwnik ważył 210.

Podczas treningu mistrz kopnął go w głowę.

Anders 瞬间 stracił wzrok na prawe oko. To było jak patrzenie prosto w słońce. Powstał ślepy punkt. Wstrząs mózgu.

Potem musiał przebiec dziesięć mil.

Wzrok został przywrócony w ciągu jednego dnia. Wstrząśnienie mózgu nie zagrażało życiu. Ale noga? Spuchło tak, że przez dwa tygodnie nie mógł chodzić.

Zniszczył także twarz.

Uderzenie zniszczyło mu kość policzkową.

Prawdziwa walka nie jest ładna. Jest brudny. Jest bolesny. A Fight Quest nie złagodził ciosu.

Dlaczego fani wciąż spierają się, czy to podróbka? Ponieważ kontuzje wydają się zbyt specyficzne. Zbyt poważne. Ale blizny udowadniają, że jest inaczej.

Anders walczył dalej. Smith mówił dalej. Program był nadal emitowany.

Prawdziwy ból nie potrzebuje reżysera.

Japoński ośrodek szkoleniowy był surowy, to pewne. Jednak prawdziwy koszmar wydarzył się w Indonezji. Nie była to złamana kość ani naderwane więzadło. To była noga. A raczej stopa, którą uderzył przeciwnik, została zablokowana przez przedramię, co stało się zagrożeniem biologicznym.

Anderson wyszedł z siniakiem wielkości jajka. To było tuż pod skórą. Pulsowało. Zirytował go. Nazwał to „dość bolesnym”. To byłoby delikatnie powiedziane.

Rozwiązanie w postaci bochenka chleba

Smith opisał obrzęk jako przypominający bochenek chleba.

Na miejscu nie było lekarza. Żadnego lekarza. Tylko grupa facetów w furgonetce. Ostatecznie Anderson i jego indonezyjscy koledzy porównali siniaki, które przypominają dzieci handlujące kartami baseballowymi. Obejrzeli nogę. Śmiali się. Następnie powiedzieli magiczne słowa: „Masaż, masaż”.

Więc zanurkowali. Jechaliśmy półtorej godziny. Wysiedliśmy z furgonetki i weszliśmy do czegoś, co najlepiej można określić jako jaskinia z narkotykami.

Terapeuta w Hard Rock Café

Zabrali go do środka. Uwięzili mnie.

Terapeuta? Duży mężczyzna ubrany w fioletowe spodnie dresowe i koszulkę Hard Rock Café. Palił papierosy na sofie.

Natychmiastowa myśl Andersona: Zabrałeś mnie w niewłaściwe miejsce.

Facetowi nie zależało na kwalifikacjach. Spojrzał na swoją nogę. Wziąłem to. I zaczął pocierać tę ogromną bryłę, jakby próbował rozłupać orzech włoski. Dosłownie kopnął siniaka ze stopy z brutalną siłą.

Konsekwencje

Krew rozeszła się po całej stopie. Nie była to procedura uzasadniona z medycznego punktu widzenia. To była brutalna i niehigieniczna decyzja.

Wynik? Zakażenie.

Ból był intensywny. Szalenie intensywne. Anderson nie mógł chodzić przez trzy tygodnie.

Trzy tygodnie na nogach. Żadnego chodzenia.

Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów na temat Fight Quest i realiów treningu sztuk walki, sprawdź linki na następnej stronie.

Jeszcze więcej informacji